Umieram.. ale bylo warto!


Czuje sie okropnie.. Wręcz fatalnie. może najpierw opisze wczorajszy teren z P.
P jechał na swojej klaczy, a ja na Kubusiu (Kucyk) dobra najpierw Kuba się stawiał (bo ogier) ale po jakimś czasie się uspokoił i grzecznie szedł (wręcz pędził) najpierw idziemy sobie spokojnie później P gwałtownie przyspieszył. Ja spojrzałam przerażona jak go dogonię, ale spróbowałam zacząć powolutku galopować a później przejść do cwału. Dalam łydkę i zaczęliśmy galopować. Czułam ze Kuba wie co robi, zaczol stopniowo przyśpieszać, a ja mu na to pozwoliłam. Nagle zaczęłam powoli doganiać P, P zwalniał do wolniejszego galopu i zaśmiał się ze potrafię "cisnąć" na tym koniu. Czułam się tak jak bym latała, ze bym nie musiała się bać, ze jeżdżę na właściwym koniu który nie zrobi mi krzywdy. To nie byla jazda gdzie zazwyczaj galopowałam. O nie, to bylo cos nowego. Tera juz wiem, ze mam właściwego "partnera" pod siodło. Może i czasem jest dla mnie wredny, ale czasem czuje ze mnie rozumie.
A teraz morał tej jazdy przez 2 godz, z szybkimi galopami, jest taki ze teraz siedzę w łóżku. Przewiało mnie niestety. Ale bylo warto, dla tej wolności.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Co planuje na bloga ?

Haul

Wielkie wyzwanie!